Ryzyko: umowa opisuje firmę wyłącznie jako „tłumacza”, „przewodnika” albo „konsultanta”, a z pagórków drobnych drukowanych wyłączeń wynika, że nie odpowiada ani za rezerwacje, ani za organizację wyjazdu.
Dlaczego to ma znaczenie: jeżeli w praktyce ktoś sprzedaje Ci pakiet (zabieg + przelot + hotel), formalne nazwanie go „konsultantem” nie zawsze uwalnia go od odpowiedzialności — ustawa o imprezach turystycznych ocenia faktyczną rolę strony, a nie etykietę. Ale spór o to na drodze sądowej trwa latami, więc czytaj umowę teraz, nie potem.